Boris Lvin (bbb) wrote,
Boris Lvin
bbb

Rzeczpospolita, 18 февраля

Две статьи в разделе "Мнения" - о том, следует ли Квасневскому ехать на 9 мая в Москву. Непосредственный повод - непонятное заявление МИД (см. http://www.livejournal.com/users/bbb/1155206.html), которое вчера уже стало предметом обсуждения в комиссии по иностранным делам Сейма.

1) Marek Jurek "Jechać do Moskwy?"
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050218/publicystyka/publicystyka_a_2.html


Obchody zakończenia drugiej wojny światowej będą dla postkomunistycznej Rosji wielką okazją do zakłamywania historii.

Związek Sowiecki został napadnięty przez Hitlera. W tym patetycznym stwierdzeniu kryje się mniej wzniosła prawda. ZSRR nie prowadził wojny z Trzecią Rzeszą dlatego, że chciał. Stalin nie wypowiedział Niemcom wojny, jak Amerykanie czy Brytyjczycy. Przeciwnie - Stalin chciał współpracy z nazistowskimi Niemcami. W końcu wspólnie rozpoczęli wojnę o świat i tylko propaganda zakłamująca historię może jako oderwane incydenty stosunków dwustronnych przedstawiać agresję ZSRR na Polskę, Finlandię czy Rumunię, podczas gdy były to takie same kampanie II wojny światowej jak napaść Niemiec na Polskę, Norwegię czy Grecję. Nie ma też istotnych różnic między zajęciem przez Hitlera Czechosłowacji i Austrii a aneksją przez Stalina Litwy, Łotwy i Estonii.

Nie wypada mówić o tym, że Sowiety wspólnie z III Rzeszą rozpoczęły II wojnę światową? Ale trzeba, jeśli chcemy się doczekać sprawiedliwości w traktowaniu skutków półwiekowej niewoli naszego kraju. I jeśli chcemy, żeby nienawiść społeczna i pogarda dla cywilizacji zachodniej (której komunizm był totalnym, choć nie jedynym, wcieleniem) były wreszcie traktowane tak, jak każda nienawiść i pogarda na to zasługują.

Jako Polacy nie możemy zapomnieć i o tym, że w czasie, gdy państwo Stalina fetowało zwycięstwo nad Niemcami - w Moskwie przywódcy polskiego antyhitlerowskiego oporu z wicepremierem Jankowskim i generałem Okulickim na czele dogorywali w katowniach NKWD. Ciekawe, czy wybierając się do Moskwy, Aleksander Kwaśniewski uzyskał gwarancje, że prezydent Putin uczci ich pamięć podczas majowych uroczystości?

To retoryczne pytanie trzeba stawiać, jak podobne pytania stawia rząd Łotwy, gdy mówi o rocznicy zakończenia wojny. Gdy więc naszą politykę zagraniczną odnosimy do poglądów społeczności międzynarodowej - nie powinniśmy ignorować stanowiska Litwy i Łotwy, które najdobitniej dziś przypominają, czym naprawdę była wojna Stalina.

Solidarność z tymi krajami jest dla nas ważna nie tylko ze względów moralno-historycznych, i nie tylko nawet na nasze przymierze z NATO i wspólnotę w Unii Europejskiej. Jest ważna dla solidarności krajów Europy Środkowej, które wiąże zarówno doświadczenie przeszłości, jak i jej trwałe skutki, które wspólnie musimy pokonywać. Europa nie usłyszy naszego głosu, jeśli nie będziemy mówić wspólnie.

Nie chodzi też o to, by odrzucać szacunek czy współczucie dla zwykłych żołnierzy Armii Czerwonej. To raczej Putinowi zabrakło dla nich słów współczucia, gdy w Oświęcimiu nie wspomniał o sowieckich żołnierzach, którzy - zamiast do obozów jenieckich - trafiali do obozów śmierci, bo rząd sowiecki nie chciał uznać "burżuazyjnych" reguł prowadzenia wojny.

Odmowa udziału w moskiewskich obchodach ku czci Stalina i jego marszałków to po prostu kwestia godności narodowej.

MAREK JUREK

Autor jest posłem na Sejm z listy Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych



2) Piotr Skwieciński "Zacisnąć zęby i jechać"
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050218/publicystyka/publicystyka_a_3.html


Rosyjska polityka wobec Polaków była mistrzynią drażnienia" - tak niegdyś Roman Dmowski podsumował postępowanie Rosjan wobec naszego kraju po powstaniu styczniowym. Gdy obserwuje się efekt, jaki wywołało oświadczenie moskiewskiego MSZ na temat Jałty, narzuca się konstatacja, że to celne zdanie Dmowskiego nie straciło nic ze swojej aktualności.

Wydaje się bowiem oczywiste, że celem wydania jałtańskiego oświadczenia było właśnie podrażnienie Polaków. A przez to sprowokowanie ich do zachowań korzystnych dla prowokatora, czyli Kremla.

Nie ulec prowokacji

O jakie zachowania chodzi? O takie, które wpisywałyby się w konsekwentnie lansowaną na Zachodzie wizję Polski jako kraju owładniętego antyrosyjską histerią aż do irracjonalności. Kraju przez to niebezpiecznego. Kraju - i to jest chyba najważniejsze - którego wizje i przemyślenia dotyczące polityki wschodniej nie powinny w związku z tym być przez tenże Zachód traktowane poważnie.

A jakie zachowanie ze strony Polski wpisywałoby się najpełniej w tę propagandową linię Kremla? Jaka polska manifestacja, jakie posunięcie polskich władz byłoby z całą pewnością dostrzeżone na Zachodzie? Odpowiedź jest moim zdaniem jasna: takim zachowaniem byłby polski bojkot moskiewskich majowych uroczystości. Byłaby nim demonstracyjna absencja polskiego prezydenta.

Kiedy jest się obiektem prowokacji, najczęściej najlepszym wyjściem jest nie dać się sprowokować. To z reguły zadanie niełatwe, często wymagające umiejętności zaciśnięcia zębów. Mąż stanu jednak tym między innymi powinien różnić się od zwykłego obywatela, że potrafi w interesie publicznym zacisnąć zęby.

Jesteśmy świeżo po kryzysie ukraińskim. Kryzysie, w którym Polska odegrała rolę znaczącą i z punktu widzenia Kremla negatywną. Polska zrealizowała w sprawie ukraińskiej swój interes narodowy i państwowy, leżący w sprzeczności z narodowym i państwowym interesem rosyjskim, rozumianym tak, jak definiuje go rządząca elita i chyba większość obywateli tego państwa.

Realna niepodległość Ukrainy nie jest jednak jeszcze zagwarantowana. Przed nami, jak można sądzić, jest wiele sytuacji, w których nasz kraj, realizując swój interes, znów może znaleźć się w konflikcie z Moskwą. Chodzi o obecność Ukrainy w strukturach euroatlantyckich, o gospodarczo-infrastrukturalną niezależność tego państwa, a także o energetyczne bezpieczeństwo samej Polski. A w pewnym momencie może zacząć też chodzić o prawdziwą niepodległość Białorusi.

Te wszystkie prawdopodobne sytuacje będą oznaczały oczywisty konflikt między Polską a Rosją. Jest więc rzeczą zasadniczą, jak ten konflikt będą postrzegać zachodnie elity, które z wielu przyczyn nie chcą żadnego napięcia w stosunkach z Rosją, a zwłaszcza wciągania ich w to, co wciąż często skłonne są uważać za nieistotne, wschodnioeuropejskie waśnie.

W naszym interesie leży, aby polskie stanowisko w tych sprawach uważane było za efekt racjonalnego myślenia i racjonalnego konfliktu interesów, a nie emocjonalnych uprzedzeń i urazów motywowanych historycznie, a może wręcz szowinistycznie. Jako starcie o rzeczy konkretne, a nie rezultat irracjonalnej fobii. Otóż, czy tego chcemy, czy nie, demonstracyjna nieobecność polskiego prezydenta w Moskwie w dniu, w którym na Kreml zwrócone będą oczy świata (i to zwrócone pozytywnie, bo rocznica zwycięstwa nad III Rzeszą jest w świecie odbierana pozytywnie, bez niuansów), dałaby asumpt do postrzegania obecnych i ewentualnych przyszłych napięć między Warszawą a Rosją właśnie przez pryzmat wizji naszego kraju jako państwa prowadzącego nie politykę realną, tylko politykę historycznych resentymentów.

Godność przeciwnika

To najważniejsza przyczyna, dla której trzeba być w maju w Moskwie, ale są też przyczyny inne.

Historia uczy, że w polityce należy realizować własny interes, nawet w konflikcie z innym państwem, ale jeśli się wygrywa, trzeba unikać poniżania przeciwnika. Psychika ludzka jest bowiem taka, że łatwiej pogodzić się z utratą realnych dóbr niż z upokorzeniem.

Polska w pewnym sensie wygrała starcie o prawdziwą niepodległość Ukrainy, a przynajmniej Rosjanie mają poczucie porażki. A Rosjanie, mowa tu nie tyle o aparacie państwowym, ile o ludziach, chyba bardziej niż inni kierują się emocjami. I przypuszczam, że - jakkolwiek byłoby to słuszne z naszego punktu widzenia - demonstracyjną nieobecność głowy Rzeczypospolitej będą skłonni odebrać jako próbę ich upokorzenia, jako wywyższanie się "polskich panów".

Przypomnijmy też historyczny fakt. W 1945 roku polscy żołnierze naprawdę walczyli ramię w ramię z rosyjskimi na niemieckiej ziemi. I choć nie było to wojsko niepodległego państwa polskiego, zarazem w tej armii było wielu akowców i oficerów wprost z oflagów. Ale najważniejsze jest to, że bojkot moskiewskiej uroczystości można byłoby odebrać jako nadgorliwe próby zmieniania historii. Zacierania epizodu, który po zmianie sojuszy stał się niewygodny. Tak jak w 1990 roku nagle niewygodne stały się nazwy polskich dywizji i pułków drezdeńskich, berlińskich, brandenburskich, łużyckich, czyli związanych z kampanią 1945 roku.

Milczenia nie słychać

Polska polityka wobec Rosji powinna być spokojna i godna. Nie powinna natomiast podlegać dziwacznym wahaniom. Polska zadziałała słusznie i skutecznie w sprawie ukraińskiej. Natomiast potem nastąpiły fakty dla laika trudne do pojęcia. Gorączkowe zabiegi o to, aby podczas wizyty na oświęcimskich uroczystościach prezydent Putin łaskawie znalazł pół godziny na rozmowę z Kwaśniewskim - rozmowę, jak się wydaje, czysto ceremonialną, bez ważniejszych treści realnych - można odebrać jako nie do końca zgodne z narodową godnością. Niechęć MSZ do udzielenia oficjalnej odpowiedzi na jałtańskie oświadczenie można zinterpretować podobnie. To istotne, bo prócz prowokacyjnej rosyjska deklaracja w sprawie Jałty miała, jak można sądzić, również funkcję testującą. Bo skoro Polacy nie reagują, to znaczy, że w przyszłości możemy posunąć się dalej.

Bojkot obchodów 9 maja byłby z kolei reakcją bardzo przesadną. Nie tylko kontrskuteczną, ale i zdradzającą, że polska polityka tańczy od ściany do ściany, co nie jest oznaką powagi.

Oczywiście, pobyt w Moskwie należy wykorzystać do tego, żeby zdecydowanie mówić o prawdzie, o tym, co w tradycji roku 1945 jest złe. O tym, że kiedy dywizje Armii Czerwonej wraz z berlingowcami dobijały Hitlera, NKWD w Polsce pacyfikowało wsie, niszczyło antykomunistyczną partyzantkę. To trudne zadanie, ale jechać do Moskwy trzeba. Bo bojkotu uroczystości nikt w Rosji by nie zrozumiał tak, jak my byśmy chcieli. Jeśli prezydent do Rosji pojedzie, będzie tam mógł mówić, a to, co powie, dotrze przynajmniej do niektórych Rosjan. Natomiast prawdziwego znaczenia polskiej nieobecności i polskiego milczenia Rosjanie po prostu nie odczytają.

PIOTR SKWIECIŃSKI

Autor jest dziennikarzem Telewizji Puls
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments